Wyścigi w podziemiu czyli NFS Underground
Need for Speed Underground to siódma odsłona kultowej już serii wyścigów od EA Games, wydana w 2003 roku. Wprowadziła ona wiele rewolucyjnych cech, które w serii pozostały do dziś.
Fabuła jest prosta jak drut – jesteśmy ambitnym kierowcą i chcemy zaistnieć w światku wyścigów ulicznych. Pomagają nam w tym Samantha – nasza „przewodniczka” oraz TJ – mechanik zdolny przerobić nawet starego gruchota w piekielną bestię. Kupujemy więc nasz pierwszy wóz do wyścigów i ścigamy się z innymi kierowcami, zdobywając kasę i wygrywając nowe części.
Pierwszą z nowości było przeniesienie wyścigów w miasto nocną porą – teraz musimy uważać na każdym zakręcie, by przed maskę naszego prującego ponad 200 na godzinę wozu nie wyskoczył jakiś cywil, w którego się władujemy, tracąc cenne sekundy. A im więcej ruchu drogowego, tym gorzej dla nas.
Kolejna istotna nowość to tuning samochodu. Po raz pierwszy auto daje się modyfikować w tak wielu aspektach! Można zmieni prawie wszystko – zderzaki, tylny spojler, felgi, dachowy wlot powietrza, lakier, światła… możemy nawet nakładać naklejki na wóz czy pomalować końcówkę wydechu! Oczywiście tuning to nie tylko części wizualne, instalujemy więc nowe części zwiększające znacznie moc silnika, montujemy większe i lepsze turbo, redukujemy wagę wozu, obniżamy zawieszenie, modyfikujemy komputer samochodu czy wreszcie zakładamy podtlenek azotu, czyli nitro będące naszą tajną, potężną i niezwykle skuteczną bronią w kryzysowych sytuacjach.
Wyścigi rozgrywane są w pięciu kategoriach: circuit, czyli jazda po wyznaczonym torze przez pewną ilość okrążeń oraz jego odmianą – lap knockout, czyli kto ostatni pod koniec okrążenia, ten odpada, sprint, czyli gonitwa od punktu A do B, drag, gdzie z gazem w podłodze i ręczną skrzynią biegów, opierając się na idealnych przełożeniach, ścigamy się w prostej linii, oraz drift, czyli konkurs efektownych poślizgów – odpowiednio manewrując autem, idziemy bokiem i w poślizgach jak najdłużej, starając się nie przywalić w ścianę, a im dłużej i szybciej, tym więcej punktów.
System odblokowywania nagród rozwiązano ciekawie. Odpowiadają za to tzw. Style Points. Zdobywamy je, wypuszczając nieco pary NOS-a przed startem, wysuwając się na przód zaraz po starcie, pokonując zakręty poślizgiem, przejeżdżając bardzo blisko cywilnych wozów… kombinacji jest mnóstwo, a im więcej punktów i im większy nasz mnożnik reputacji zwiększany przez wizualny tuning wozu, tym większy wynik wyjściowy, a to oznacza więcej nagród takich jak nowe części, naklejki i samochody.
Samych aut jest około 30 – przeważnie japońskich, np. Mitsubishi Eclipse, Toyota Celica, Nissan 240SX, Acura Integra R, Mazda RX-7 i wiele innych. Każdy różni się osiągami, więc po jakimś czasie sami wybieramy wóz, który najlepiej nam pasuje w danej konkurencji. Oczywiście wiadomo, że 240SX Skyline’a nie pokona, więc z czasem przesiadamy się na coraz lepsze autka.
Grafika jest bardzo ładna – miasto nocą świeci tysiącem neonów, które odbijają się w naszych wypucowanych gablotach świecących jak bombki na choince. Same wozy, którymi gramy, są szczegółowe i dobrze wykonane. Gryzą dwa fakty – efekt rozmycia pojawia się zdecydowanie za szybko, bo już przy 150 km/h, a auta cywilne to po prostu bryły obłożone byle jakimi teksturami.
Ścieżka dźwiękowa jest ostra i dynamiczna – grają utwory takich gwiazd jak Rob Zombie, Fluke czy Lostprophets. Utwory te same powodują, że wciskamy gaz do dechy, ale niektóre potrafią wkurzyć i zdekoncentrować. Na szczęście w opcjach możemy ustawić, które ścieżki
mają grać, a które nie.
Ogółem Need for Speed Underground prezentuje się świetnie. To gra, która zajmie nam niejeden wieczór.