Czy F.E.A.R. 2: Project Origin straszy?

Gry możemy podzielić na te, które przytrzymały nas przy nich na chwilę, dwie bądź wciągnęły do tego stopnia że nie wiedzieliśmy czy aktualnie jest dzień czy nie. Stąpając przy tym w miejscu z powodu ciśnienia jakie powstało w naszym pęcherzu, co chwilę zmieniając nogę, na której staliśmy w myśli mówiąc sobie jeszcze minuta! Prawdziwi gracze na pewno pamiętają takie sytuacje z własnego życia a tytuły, przy których taka sytuacja miała miejsce nie zapomną do końca życia. Taki właśnie był dla mnie F.E.A.R. Gra moim zdaniem wybitna. Posiadał swój unikalny, genialny oraz wciągający do granic świadomości klimat. FPS ten nie tylko moim zdaniem posiada te cechy. W końcu bez większej grupy fanów nie otrzymałby nagrody za najlepszą grę roku tego gatunku. Dzięki temu swoim twórcom oprócz sławy przyniosła, również spory dochód. Nie ma się więc czemu dziwić, że postanowili oni „wyprodukować” jej sequel. I tak o to w sieci od kilku już dni „siedzi” wersja demo F.E.A.R. 2: Project Origin. Czy ten kawałek gry dorówna pierwszej części dowiecie się już za chwilę.

Kilka minut instalacji i ustawiania opcji grafiki i już na moim monitorze pojawia się dziewczynka. Chyba wszystkim fanom F.E.A.R’a dobrze znana. Jest nią oczywiście piekielna Alma. Potrafi przerazić samym wyglądem osoby o słabych nerwach. Jakby na to spojrzeć bez takiej dawki emocji to jest to jedynie nieuczesana dziewczynka po zabawie w piaskownicy uczęszczając do szkoły podstawowej. Ale jak tutaj zdusić w sobie poczucie lęku jeśli właśnie naszemu bohaterowi w szybkim tempie bije serce do tego jego oddech przypomina ten, który możemy usłyszeć u zawodnika, który przebiegł właśnie maraton a przed oczyma pojawiają nam się „trupo duchy” za którymi widać cień idącej Almy. Do tego wszystkiego dochodzą przeróżne odgłosu. Przykładem tutaj może być przeraźliwy płacz małego dziecka. Powiedzcie mi jak tutaj się nie bać? Klimat grozy z pewnością należy do mocnych stron Project Orgin. Grając w niego czujemy jakbyśmy byli głównym bohaterem trzymającego w napięciu horroru. Nie wiem czy pod tym względem dwójka nie bije nawet swojej poprzedniczki. To musicie ocenić sami.

To co mogliśmy powiedzieć na pewno o poprzedniej części F.E.A.R to, to że przeciwnicy walczący w niej z nami charakteryzowali się niezłym AI. Tutaj pod ty względem gorzej nie jest. Choć z pewnością twórcy w tej sferze gry wprowadzili znaczne zmiany. Ewidentnie widać, że w Project Orgin nasi wrogowie znacznie więcej kombinują. Raz wychodzi im to lepiej innym trochę gorzej. Ale nie dają za wygraną, aż do samej śmierci. Podczas walki potrafią działać w grupie. Rozdzielają się i atakują z różnych stron, gdy tylko poczują, że mają trochę luzu zaczynają szybko zbliżać się do nas. Co może skutkować utratą przez nas życia. Do plusów AI należy, również fakt, że przy intensywnym ostrzale nie ma szans by przeciwnik wychylił się ze swojej kryjówki jeśli nie przestaniemy tego robić. Mimo to nie jest tak idealnie z inteligencją naszych wrogów jak mogłoby się wydawać. Często gdy jesteśmy około metra od chcącej naszej śmierci istoty przy tym intensywnie tupiąc, nie zwraca ona na nas żadnej uwagi. Do mankamentów sztucznej inteligencji należy niezauważanie nas przez przeciwników do póki nie rozpoczniemy ostrzału nawet gdy, błyśniemy przed ich oczyma.

Praktycznie każda gra wyróżnia się nowymi unikalnymi dla niej rozwiązaniami. Zwykle są to niewielkie udoskonalenia. Choć czasami, takie nowości potrafią bardziej zepsuć przyjemność z gry niż ja poprawić. Twórcy F.E.A.R 2 Project Orgin nie zapomnieli i o tym postanawiając trochę poeksperymentować na graczach. Wprowadzili np. gogle, na których widoczny jest pasek z życiem. Rozwiązanie może i ciekawe oraz nowatorskie. Jednak mi nie przypadło do gustu. Nasze nowe okularki bardziej nam przeszkadzają ograniczając widoczność niż poprawiają widoczność paska przedstawiającego poziom życia. Tak według mnie być nie powinno. Poza tym w pierwszym momencie po założeniu tego „pomocnego” gadżetu myślałem, że zaraz będę musiał gdzieś nurkować, gdyż wyglądem to ustrojstwo przypomina maskę. Warto zauważyć, także że status posiadanej amunicji i granatów został tam przeniesiony. Tyle, że w drugi róg gogli, bo w końcu po co wszystko widzieć dobrze co dzieje się na polu walki? Dodam jeszcze na koniec tego akapitu, że więcej tego typu nowinek na szczęście nie zaobserwowałem.

Pewnie nie raz słyszałeś powiedzenie, że uczeń bez jedynki jest jak żołnierz bez karabinu. A my w końcu jesteśmy członkami elitarnego wojskowego oddziału do spraw paranormalnych i broni nie mogło nam zabraknąć. W tej dziedzinie od jedynki dużo się zmieniło. Nasze uzbrojenie zostało znacznie odświeżone. Oczywiście, każda broń, którą tutaj będziemy mieli możliwość używać ma swojego odpowiednika w jedynce. Zmiany są głównie wizualne. Robią dobre wrażenie. W demie umieszczono z tego co pamiętam trzy rodzaje karabinów i jedną strzelbę. Wydają być się bardziej nowoczesne od tych znanych z pierwszego F.E.A.R’a. Ich sposób wystrzału, również jest inny. Moim zdaniem bardziej efekciarski. Przez co każda akcja daje jeszcze więcej frajdy. Dźwięk wystrzelonego pocisku, także uległ zmianie. Wydaje się być on bardziej cichy. Dla mnie nie psuje ta zmiana wiele. Z pewnością zdania o słuszności jej wprowadzenia będą podzielone. Jak już jesteśmy przy uzbrojeniu zwrócić uwagę na to, że podczas gry przyjdzie nam zasiąść za sterami robota bojowego. Uzbrojonego w dwa karabiny maszynowe. Powiem szczerze, że ten pomysł w przypadku właśnie tego tytułu do najlepszych nie należy, gdyż skradankowy sposób rozgrywki ginie całkowicie. Przeradza on się w istną sieczkę, w której poruszamy się do przodu niszcząc wszystko co napotkamy na naszej drodze.

Oprawa wizualna należała do mocnych stron F.E.A.R’a. Już po uruchomieniu dwójki widać, że została ona znacznie zmieniona. Prawdopodobnie stworzona od podstaw. Świetnie identyfikuje się z klimatem gry. Modele postaci są całkiem dobrze odwzorowane. Widać szczegóły budowy ich ciała. Animacja ruchu postaci wyglądają naturalnie. Przykładem może być tutaj podnoszenie się naszego bohatera z ziemi. Nie jest ona natychmiastowe lecz podzielone na kilkanaście procesów, dzięki czemu wygląda to realistycznie. Nasi przeciwnicy pod względem wyglądu, też mają się nie najgorzej. W ich wyglądzie patrząc z bliska można doszukać się wielu dopracowanych detali, które razem tworzą ciekawą całość. Widać, że właśnie na nie graficy zwracali dużo uwagi. Kolejnym dowodem na to jest wygląd szczurów, które są na tyle dopracowane, że przypominają te z realu. Jak już wcześniej wspomniałem modele broni wywarły na mnie pozytywne wrażenie. Jedyne do czego można się przyczepić to nie autentycznie wyglądająca krew i sposób jej „tryskania” z ciał postrzelonych istot oraz z lekka plastikowo wyglądający robot bojowy. Szczególnie jego uzbrojenie, które swoją drogą w wykonaniu wygląda jak z gry co najmniej z przed dwóch lat. Podobnie w tym wypadku prezentuje się dźwięk wystrzelonych z niego pocisków. Na szczęści twórców i graczy oprawa audio poza tym może pochwalić się oceną celującą z małym minusem. Muzyka jest prawidłowo dobrana do atmosfery panującej w Project Orgin. Inne efekty dźwiękowe z nią współgrają. Taka mieszanka potrafi fajnie podkręcić poziom przyjemności płynącej z rozgrywki.

Czas na podsumowanie. F.E.A.R 2, pod kilkoma co najmniej względami różni się od swojego poprzednika. Jak każda produkcja ma swoje zalety i wady. Na szczęście tych pierwszych jest stanowczo więcej. A te drugie do wydanie ostatecznej wersji mam nadzieję, ze w większości przypadków zostaną wyeliminowane. Ogólnie rzecz biorąc Project Orgin wypada dobrze. Do głównych jego zalet należy z pewnością fabuła, oprawa wizualna i audio oraz klimat grozy. Teraz pozostaje nam tylko czekać do wydania pełnej wersji gry. A ta swoją premierę ma mieć 10 lutego na świecie a w Polsce trzy dni później, więc na szczęście nie wiele będziemy musieli na nią czekać. Szczerze liczę na to, że „skończony” Project Orgin zapewnie więcej zabawy i poczucia strachu niż miało to miejsce w pierwszej części F.E.A.R.

Tags: , ,

środa, Maj 5th, 2010 Recenzje